wtorek, 7 kwietnia 2015

The Nightmare



Była pogodna, ale chłodna noc. Ciemna sylwetka przyglądała się mi z góry z wymalowanym na twarzy zadowoleniem, gdy moje plecy przylegały do barierki. To było jedyną rzeczą, która powstrzymywała ciężar mojego ciała przed upadkiem w ciemną nicość, gdyż podświadomie odsuwałam się od napastnika. Był szczęśliwy, widząc w moich oczach przerażenie.
Pełne napięcia sekundy mijały wydając się być długimi godzinami, a postać wpatrywała mi się głęboko w oczy, rozkoszując się tym przerażeniem. Cień całkowicie zapanował nad moim losem, to od jego decyzji zależało, czy znajdę się poza krawędzią, czy stracę grunt pod nogami i spadnę w dół niczym bezwładna lalka.
Jedno popchnięcie i moje ciało szykowałoby się do zderzenia się z twardą, zimną ziemią.
Tak wyglądały moje conocne koszmary. Okrutne, nieprawdaż? Chyba jedyną bardziej okrutną i niedorzeczną rzeczą było to, że miały swoje źródło w prawdziwym wydarzeniu. W którym to ja – w moim mniemaniu zwyczajny dzieciak, jak Ty czy jak każdy inny licealista, dziewczyna, która nie zrobiła nic aż tak złego, czym zasłużyłaby sobie na takowy los – to ja byłam tą osobą, która została popchnięta w przepaść. Nie było żadnego sensu w tym, pomimo tego, że uporczywie poszukiwałam odpowiedzi na pytanie „dlaczego ktoś to mógł zrobić?”. Po prostu wypchnięto mnie z pieprzonego balkonu, skazując mnie na lata rehabilitacji w szpitalach i paniczny strach przed piętrowymi budynkami, windami, schodami – przed wszystkim, z czego mogłabym się pochylić w dół i dostrzec dystans dzielący moje stopy i ziemię.
Próbowałam o tym nie myśleć jako kara czy nieszczęście – próbowałam skłonić się do uważania wypadku, za coś, co się stało i tyle. Byłam zmęczona poszukiwaniem winowajcy i co ważniejsze jego potencjalnego motywu.
Teraz mogłoby się wydawać, że to jedna z niewielu rzeczy, która czyniła mnie wyjątkową -  i wcale nie miałabym na myśli pozytywnego znaczenia tego słowa. Może traktowałam wypadek, jako powód, dla którego ludzie zaczęli się mną nagle interesować – on zaczął się mną interesować. Chcąc, nie chcąc byłam tematem plotek.
Wróciłam do Melbourne, do mojego taty i kochającej nas rodziny, mając nadzieję, że nigdy już nie będę musiała myśleć o tym wydarzeniu. Miałam świetny plan, by skończyć liceum, zdać maturę i ułożyć sobie wreszcie życie z jakimś przystojnym mężczyzną. Byłam gotowa być naprawdę szczęśliwą.
Okazuje się, że bycie szczęśliwą ze swoim księciem z bajki nie jest takie proste, gdy on nie jest do końca takim, jakiego sobie wyobrażałam. Nie wiem, czy potrzebuje mnie w ten sposób, co ja potrzebuję jego.
Jakim cudem to zło może przyciągać mnie do kogoś, kto wydaje się być aniołem, gdy uśmiecha się do mnie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz